Cztery rzeczy, które zmieniłabym na swoim ślubie

2016-11-16

Blog|inne...

             Jeszcze kilka lat temu, gdy brałam ślub, nie wiedziałam nic na temat takiego zawodu jak konsultant ślubny. Swoje wesele organizowałam sama, wraz z mężem. Wydawało mi się, że pomyśleliśmy wtedy o wszystkim. Ogólnie można by powiedzieć, że byłam bardzo zadowolona z efektu. Z pewnością bawiłam się jak nigdy w życiu :-)

           

Dopiero później, gdy moja droga ponownie skrzyżowała się z Joasią, zaczęłam zauważać „małe” mankamenty swojej uroczystości. To Aśka (jako doświadczona już konsultantka ślubna), zaczęła opowiadać mi o tym zawodzie z iskrami w oczach. Miałam wrażenie, że to wszystko jest takie nierealne, no bo kto dziś zatrudnia konsultanta? Przecież planowanie swojego ślubu to czysta przyjemność, dlaczego ludzie mieliby się tego pozbawiać? Po wtajemniczeniu się w szczegóły i tajniki tego biznesu oraz branży ślubnej z przykrością muszę stwierdzić, że mój wymarzony ślub jednak nie był tak do końca wymarzony. Dopiero praca konsultanta ślubnego uświadomiła mnie ile rzeczy mogłam zrobić, jak wiele fajnych pomysłów mnie ominęło, które bez wahania wprowadziłabym u siebie :-) A co konkretnie było nie tak na moim ślubie? Już piszę :-)

 

1. Podziękowania dla świadków
A raczej jego brak.  Poza zwykłym „dziękuję” nasi świadkowie nie otrzymali nic. Wykonali naprawdę świetną pracę, pomagali jak mogli, na weselu byli niezawodni, biegali w tą i z powrotem. Aż teraz jak o tym pomyślę, to mi głupio, że nawet kwiatów dla nich nie mieliśmy. Uczcie się na moich błędach i koniecznie pomyślcie o jakimś specjalnym podziękowaniu dla Waszych „prawych rąk”!

 

2. Fotograf
Podczas targów ślubnych w Wąsowie zagadał do mnie fotograf, który tak mnie zbajerował, że już nic poza nim nie widziałam. Musiał być on i koniec kropka. Nie sprawdziłam ofert innych firm, gdyż sądziłam, że lepiej trafić nie mogłam. Oczywiście byłam zadowolona z kontaktem z nim oraz naszymi ustaleniami. Niestety w dniu ślubu okazało się, że przyjechała jednak żona owego fotografa, która nie bardzo była wtajemniczona we wcześniejsze ustalenia. Pomimo tego, iż była to przemiła kobieta, to się nie dogadaliśmy. Narzuciła nam swoje „standardy”. Jednak najbardziej zdziwił mnie fakt, że gdy po ślubie zakomunikowałam, iż sesja w plenerze ma odbyć się w Poznaniu w parku Sołackim, pomysł ten został skrytykowany i nazwany nudnym, bo już tyle sesji tam było robionych. No kurde dla mnie i dla męża park ten ma wartość sentymentalną! To w nim były nasze pierwsze spotkania, randki i buziaki ;-P W ostateczności sesja w plenerze nie odbyła się w ogóle. Cały czas jednak sobie obiecuję, że na naszą 5 rocznicę ślubu naprawimy błąd i zrobimy to z pompą :-)

 

3. Wniesienie tortu na salę
Trudno jest dopilnować wszystkiego w dniu ślubu. Tak naprawdę, to byłam zajęta gośćmi i dobrą zabawą, reszta odeszła na dalszy plan lub po prostu nie byliśmy z mężem w stanie wszystkiego kontrolować. Na wjazd naszego tortu weselnego mieliśmy przygotowane dwie race oraz muzykę z serialu „Gwiezdne wrota”. Wszędzie widziałam, że tort wjeżdża, już zapalony przy zgaszonym świetle, więc było to dla mnie naturalne, że nie muszę pouczać doświadczonych w takich uroczystościach właścicieli restauracji jak to ma wyglądać. Owszem muzyka była ok., ale niestety tort wjechał przy zapalonym świetle na środek sali po czym właścicielka restauracji wbiła w niego powoli dwie race, zapaliła i nakazała obsłudze zgasić światło. Hmmm bez komentarza :-)

 

4. Nie zatrudniłam konsultanta ślubnego
No cóż, nie wiedziałam, co prawda jeszcze o jego istnieniu, ale wiedziałam, że są ludzie którzy specjalizują się w organizacji różnych imprez. Żałuję, że nawet nie zerknęłam na oferty firm i nie rozważyłam dodatkowej pary rąk do pomocy, uniknęłabym tych kilku wpadek oraz nie musiałabym myśleć o tym co i kiedy należy zrobić. Zajęłabym się tylko i wyłącznie celebrowaniem swojego dnia ślubu. Bieganie i pilnowanie detali byłoby na głowie odpowiednio do tego zatrudnionych osób :-)

 

          Jak to mówią "mądry Polak po szkodzie". Te kilka rzeczy oczywiście nie zrujnowało mi wesela, ale pozostał ten lekki niedosyt. Domyślam się, że zawsze możnaby się do czegoś doczepić. Dziś już wiem jak dopiąć wszystko na ostatni guzik. Branża ślubna wręcz mnie pochłoneła bez reszty. Nie dałabym się już zaskoczyć i z pewnością nie działałabym już sama :-)

 

A jak było u Was? Czy zdarzyły Wam się jakieś wpadki na ślubie? Czy jest coś, co byście zmienili, czy raczej jesteście zadowoleni ze wszystkiego? Jestem ciekawa Waszych odpowiedzi :-) 

 

Agnieszka K.

 

Proponowany post:

http://www.fabrykaprzyjec.pl/66,czy-wypada-zorganizowac-bezalkoholowe-wesele-

O mnie

Odkąd pamiętam podejmowałam się organizacji różnych przyjęć i spotkań dla najbliższych. Planowanie przychodziło mi z wyjątkowo dużą łatwością. Zawsze miałam głowę pełną pomysłów. Dzięki znajomym i rodzinie mogłam zrealizować wiele z nich. Odkryłam, że nie tylko sprawia mi to mnóstwo satysfakcji i radości, ale i że jestem w tym naprawdę dobra. Z pewnością pomogła mi w tym dobra organizacja czasu jakiej nauczyłam się przy dwójce dzieci ;-D.

Fanpage

Instagram